mBlog

INFO

Dom i mieszkanie

Zanim zaleją posadzkę w garażu, pomyśl o ładowarce i o kablu sieciowym

Zanim zaleją posadzkę w garażu, pomyśl o ładowarce i o kablu sieciowym

Garaż jest pomieszczeniem, w którym instalacje planuje się najpobieżniej. Gniazdo przy drzwiach, świetlówka pod stropem i tyle. Tymczasem to właśnie tam trafiają dziś rzeczy, o których dziesięć lat temu nikt nie myślał: stanowisko ładowania samochodu, punkt dostępowy sieci, monitoring, czasem falownik fotowoltaiki.

Wszystkie mają jedną wspólną cechę. Doprowadzenie do nich kabla przed wylaniem posadzki kosztuje kilkaset złotych, a po wylaniu wielokrotnie więcej i wiąże się z kuciem albo z korytkiem biegnącym po ścianie.

Zaciskarka i przewody sieciowe z wtykami RJ45

Ładowanie samochodu to nie jest mocne gniazdo

Pierwsze nieporozumienie dotyczy tego, czym w ogóle jest ładowanie. Zwykłe gniazdo dwieście trzydzieści woltów pozwala ładować z mocą około dwóch kilowatów, co przy pojemności baterii rzędu sześćdziesięciu kilowatogodzin oznacza ponad dobę na pełne naładowanie.

Realne stanowisko domowe to ładowarka o mocy siedmiu kilowatów przy zasilaniu jednofazowym albo jedenastu przy trójfazowym. Ta druga ładuje typową baterię w kilka godzin i to ona jest standardem przy nowych instalacjach.

Z punktu widzenia instalacji oznacza to obwód dedykowany, poprowadzony wprost z rozdzielnicy, o przekroju dobranym do mocy i długości trasy, zabezpieczony wyłącznikiem nadprądowym oraz różnicowoprądowym odpowiedniego typu. Ładowarka pracuje pod pełnym obciążeniem przez wiele godzin bez przerwy, czego nie robi żaden inny odbiornik w domu, więc przewód dobrany na styk będzie się grzał.

Osobną kwestią jest sam przewód do pojazdu. Stosowane w stanowiskach domowych kable do ładowania samochodów elektrycznych różnią się typem wtyku, liczbą faz i dopuszczalnym prądem, a przewód o niższym prądzie znamionowym ogranicza ładowanie niezależnie od tego, co potrafi ładowarka i samochód.

Warto też przewidzieć zarządzanie mocą. Dom z przyłączem na czternaście kilowatów, w którym jednocześnie pracuje pompa ciepła, płyta indukcyjna i ładowarka na jedenaście kilowatów, wybije zabezpieczenie główne. Rozwiązaniem jest ogranicznik dynamiczny, który zmniejsza prąd ładowania, gdy reszta domu zwiększa pobór.

Kabel wygrywa z Wi-Fi wszędzie tam, gdzie coś ma działać zawsze

Garaż to zwykle najdalszy punkt od routera, oddzielony od reszty domu ścianą żelbetową i bramą z blachy. Sygnał bezprzewodowy dociera tam najsłabiej, a jednocześnie coraz więcej urządzeń wymaga stabilnego połączenia: kamera przy bramie, sterownik bramy, falownik raportujący produkcję, ładowarka z aplikacją.

Przewód sieciowy poprowadzony do garażu na etapie budowy rozwiązuje ten problem raz na zawsze i kosztuje mniej niż jeden wzmacniacz sygnału. Warto poprowadzić dwa, bo drugi kosztuje kilkadziesiąt złotych więcej, a pozwala później podłączyć punkt dostępowy niezależnie od kamery.

Zakończenie przewodu wykonuje się w gnieździe naściennym albo we wtyku. Do tego drugiego potrzebna jest zaciskarka rj45 z matrycą pasującą do rodzaju wtyku, bo wtyki do przewodu linkowego i drutowego różnią się konstrukcją styków, a użycie niewłaściwego kończy się połączeniem, które działa przez tydzień.

Dwie rzeczy decydują o jakości takiego łącza. Pierwsza to zachowanie skrętu par jak najbliżej styku, bo rozkręcenie żył na dłuższym odcinku pogarsza parametry transmisyjne. Druga to trasa przewodu, prowadzona z dala od kabli zasilających, a jeżeli krzyżowanie jest nieuniknione, to pod kątem prostym.

Wszystko, co idzie pod ziemią

Garaż wolnostojący, brama, oświetlenie podjazdu i lampy w ogrodzie wymagają kabli układanych w gruncie. To odcinki, do których nie ma się już dostępu po zakończeniu prac, więc sposób ich zabezpieczenia decyduje o tym, czy za dziesięć lat da się cokolwiek dołożyć.

Kabel ziemny można ułożyć bezpośrednio w wykopie na podsypce piaskowej, ale znacznie rozsądniej jest przeciągnąć go przez rurę osłonową. Zastosowane w takich trasach rury osłonowe do układania w ziemi chronią przewód mechanicznie, a przede wszystkim pozwalają wymienić go albo dociągnąć kolejny bez ponownego kopania.

Przy układaniu warto zostawić w rurze linkę zaciągową i zaślepić oba końce, bo rura otwarta zapełnia się piaskiem i wodą, a linka jest jedynym sensownym sposobem na przeciągnięcie czegokolwiek po latach. Nad kablem układa się folię ostrzegawczą, a trasę warto sfotografować z miarką przed zasypaniem.

Głębokość układania zależy od tego, gdzie kabel biegnie. Pod terenem zielonym stosuje się mniejsze przykrycie niż pod podjazdem, po którym jeżdżą samochody, a przejście pod nawierzchnią utwardzoną zawsze wykonuje się w rurze o zwiększonej wytrzymałości na ściskanie.

Cztery przepusty, których nie da się dorobić później

  • Z rozdzielnicy do stanowiska ładowania, w rurze o średnicy pozwalającej przeciągnąć przewód pięciożyłowy o większym przekroju niż aktualnie planowany.
  • Z punktu sieciowego do garażu, najlepiej podwójny, wraz z zapasem przy obu końcach.
  • Przez ścianę fundamentową na zewnątrz, w kierunku bramy i podjazdu, uszczelniony i zaślepiony do czasu użycia.
  • Ze strychu albo z pomieszczenia technicznego do garażu, jeżeli planowany jest falownik fotowoltaiki albo magazyn energii.

Każdy z nich to kilkadziesiąt złotych materiału i pół godziny pracy na etapie, na którym dom jest jeszcze pustą skorupą. Wykonane później oznaczają wiercenie przez ścianę konstrukcyjną, kucie posadzki albo korytko biegnące przez cały garaż na wysokości oczu.

Osprzęt do stanowisk ładowania, okablowanie strukturalne i rury osłonowe wraz z parametrami technicznymi zebrane są na www.onninen.pl. Dane przywołane w tekście pochodzą z katalogu hurtowni Onninen.

Udostępnij

O autorze

Na tym profilu publikuję tylko artykuły sponsorowane