Zmiany klimatyczne są dziś niezaprzeczalnym faktem – także w Polsce. Z tego powodu – na zlecenie organizacji PORT PC i SPIUG – opracowano nowe badania zatytułowane New External Design Temperatures and Geospatial Models for Poland and Central Europe for Building Heat Load Calculations. Ich celem była aktualizacja danych dotyczących temperatur projektowych dla potrzeb ogrzewania i chłodzenia budynków. Analizy oparto na danych meteorologicznych z lat 2001–2020. Autorem raportu jest zespół naukowców kierowany przez dr. inż. Piotra Narowskiego z Politechniki Warszawskiej.
Wnioski płynące z badań są jednoznaczne – klimat się ociepla, a co za tym idzie, obowiązujące do tej pory wartości temperatur projektowych powinny zostać skorygowane. Dzięki temu można byłoby lepiej i oszczędniej dobierać moce urządzeń grzewczych, bez ryzyka ich przewymiarowania.
Przepisy swoje, rzeczywistość swoje
Obecnie obowiązujące przepisy bazują na normie PN-EN 12831:2006, która została wprowadzona w życie 1 stycznia 2009 roku. To tłumaczenie europejskiej normy EN 12831:2003, które w znacznym stopniu zreformowało sposób obliczania zapotrzebowania na ciepło w budynkach. Zgodnie z tym podejściem Polska została podzielona na pięć stref klimatycznych. Każda z nich ma przypisaną temperaturę zewnętrzną, która stanowi podstawę do projektowania mocy źródeł ciepła (np. pompy ciepła).
Problem w tym, że obowiązujące dane mają swoje źródło w normach z lat 70. i 80. ubiegłego wieku – konkretnie w PN-74/B-02493 i jej aktualizacji PN-82/B-02403. Oznacza to, że instalacje grzewcze projektujemy dziś według parametrów sprzed ponad 40 lat.
Okazuje się, że według najnowszych analiz temperatura projektowa w Polsce powinna mieścić się w przedziale od -10°C (Świnoujście) do -19°C (Suwałki). Dla porównania – zgodnie z normą DIN 4710, niemiecki klimat przesuwa się ku wschodowi, co dodatkowo podkreśla potrzebę rewizji krajowych danych.
To oznacza, że dla Suwałk temperatura projektowa mogłaby być obniżona aż o 25% względem dotychczasowych wartości. W skali kraju średni spadek mocy obliczeniowej systemów ogrzewania wynosiłby około 13%.
Mniejsze moce, większe oszczędności
Obowiązujące obecnie wytyczne prowadzą do przewymiarowania instalacji grzewczych, co generuje niepotrzebne koszty. W dobie transformacji energetycznej to poważne obciążenie – zarówno finansowe, jak i środowiskowe. Budynki są dziś projektowane z nadmierną mocą grzewczą, co pociąga za sobą wyższe nakłady inwestycyjne, większe zużycie materiałów i trudniejszą eksploatację.
Zmiana temperatur projektowych przyniosłaby też korzyści w systemie rozliczeń – szczególnie w budynkach wielorodzinnych, gdzie stosuje się opłaty za moc zamówioną. Aktualizacja danych mogłaby zmniejszyć udział opłat stałych względem rzeczywistego zużycia.
Co możemy na tym zyskać?
Lista korzyści jest długa i dotyczy nas wszystkich, nie tylko branży budowlanej. To m.in.:
-
niższe opłaty stałe dla mieszkańców,
-
korzystniejszy i bardziej przejrzysty system rozliczeń między dostawcami a odbiorcami,
-
niższe koszty inwestycyjne związane z budową i modernizacją instalacji,
-
spadek zużycia energii, a co za tym idzie – niższe rachunki i mniejsze obciążenie sieci,
-
długofalowy wpływ na obniżenie cen energii elektrycznej, gazu i węgla,
-
naturalne wsparcie dla transformacji energetycznej bez konieczności drastycznych reform.
Czas na aktualizację norm
Dzięki badaniom zespołu dr. inż. Piotra Narowskiego mamy dziś twarde dane, które powinny skłonić decydentów do działania. Wymagana jest nowelizacja norm krajowych, aby odzwierciedlały one aktualny stan klimatyczny. To nie tylko kwestia techniczna, lecz także decyzja, która wpływa na gospodarkę, efektywność energetyczną i tempo transformacji.
Aby uniknąć chaosu regulacyjnego i konfliktów międzybranżowych, konieczne jest równoczesne uaktualnienie polskich norm (PN), przepisów prawa budowlanego oraz systemu taryfowego URE. Dopiero wtedy możliwa będzie spójna, racjonalna i nowoczesna polityka cieplna – zgodna z realiami, w jakich dziś żyjemy.